Jak utrzymać porządek w damskiej torebce?

“Studnia bez dnia”

“Bęben maszyny losującej”

to moje ulubione określenie damskiej torebki. Co ta towarzyszka dnia codziennego w sobie kryje?

Właśnie trwa moje wyzwanie 20 minutowy decluttering i przyszedł czas na odgracenie torebki i portfela.

Według badań opublikowanych przez VintageShop i Gazeta.pl, każda z nas nosi w torebce średnio ok. 3kg różnych przedmiotów. W damskiej torebce najczęściej można znaleźć: portfel ( 88 proc. kobiet), błyszczyk (73 proc.), klucze (71 proc.) i telefon komórkowy (również 71 proc.).

 

Zaglądając jednak w bardziej sekretne zakątki tej przestrzeni możemy tam znaleźć po prostu cuda. Oprócz portfeli, błyszczyków, kluczy, telefonów komórkowych, chusteczek, kremu do rąk, książek, nosimy też: zapasowe rajstopy, igłę z nitką, tik taki, zabawki naszych dzieci, scyzoryk, ususzoną czterolistną koniczynkę, paragony, bibułki matujące, parasolkę, latającą luzem kartę na siłownię, ulotki, tampony, podpaski, perfumy, gumy do żucia, spinki, otwieracz do butelek, słodycze, centymetr krawiecki, zapisane karteluszki, drugą torebkę, i wiele, wiele innych.

Niby im więcej w torebce, tym na więcej sytuacji jesteśmy zabezpieczone, ale z drugiej strony, czy na pewno wszystko co tam nosimy jest nam niezbędne?

Przyznam się, że gdy jeździłam do pracy samochodem moja torebka też zawierała wszystkie wspomniane „niezbędniki”. Kiedyś przy wejściu do sądu, po prześwietleniu torebki, strażnik uświadomił mi, że mam klucz dziesiątkę pod podszewką. Bardzo potrzebna rzecz w torebce współczesnej kobiety 🙂

Od 4 lat jeżdżę komunikacją miejską – z wyboru. Odczułam ciężar bycia ubezpieczoną na wszystko. Z uwagi na chroniczne bóle pleców i nadciągnięte mięśnie szyi – ograniczyłam ilość noszonych, codziennie przedmiotów do minimum. Wychodzę z założenia, że żyję w mieście, w którym na każdym rogu jest jakiś sklep, więc każdą niezbędną rzecz do przeżycia mogę po prostu kupić.

 

Moje ograniczanie rzeczy w torebce zaczęłam od kluczy – zamiast nosić ich cały pęk, z którego część nie wiedziałam, które drzwi otwiera, noszę dwa: do domu i do pracy – tyle jest mi potrzebne.

Noszę oczywiście telefon, tablet, słuchawki, długopis, pomadkę do ust, krem do rąk, próbkę perfum, próbkę kremu do twarzy, chusteczki i jeszcze kilka babskich spraw.

Tablet to mój notatnik, kalendarz, gazeta, książka, karteluszka do zapisania czegoś na szybko. Na dobrą sprawę już sam smartfon by wystarczył, ale z tabletem cały dzień pracuję, więc mam go zawsze ze sobą.

 

Jako, że te sprzęty potrzebują czasem doładowania noszę też ze sobą ładowarkę. Jeżeli natomiast dzień planuję w biurze, to tam mam drugi zestaw ładowarek.

Powyższe, nawet mocno ograniczone rzeczy wrzucone luzem do torebki zrobiłyby w niej bałagan, więc przetestowałam kilka sposobów na ich organizację:

 

Organizer do torebki

Posiada mnóstwo przegródek i kieszonek. Każdy przedmiot ma swój domek. Największą zaletę organizera odczujesz w momencie zmiany torebki. Praktycznie jednym ruchem przerzucisz wszystko co w niej masz – nie robiąc przy tym totalnego bałaganu. Warunek wygodnego korzystania z tego rozwiązania jest jeden – zgodność rozmiarów torebki i organizera.

Kilka saszetek na drobiazgi

Ten sposób sprawdza mi się najbardziej. Ja mam 3 osobne saszetki: na ładowarki i słuchawki, na kosmetyki i leki oraz piórnik na długopis i klucze. Mój must have to genialne torebki na zakupy z Rossmana, które nie dość że są ładne, to jeszcze pełnią funkcje zapasowej torby w razie zakupów po drodze.

 

Dwie torby

Ta metoda idealnie sprawdza się podczas podróży samochodem. Jeżeli już ruszam samochód to, mam więcej rzeczy do zabrania ze sobą i jadę w dłuższą podróż. Zabieram wtedy dwie torby. W dużej mam wszystko: komputer, jedzenie, picie, więcej kosmetyków, chusteczki odświerzające itp. „Przydamisie”. W mniejszej mam tylko to co niezbędne: portfel, telefon, klucze.

Zajmijmy się teraz portfelem.

 

Zasada numer 1, to sprzątaj go regularnie. Nie wiem, jak Tobie, ale mi zdarza się, że odruchowo zgarniam do niego nic nie znaczące paragony i potwierdzenia z karty, jakieś naklejki z puntami i tego podobne śmieci. Staram się jednak, robić w nim przegląd raz w tygodniu i pozostawiać tam tylko dokumenty, niezbędne karty i pieniądze. Sentymenty noszone w portfelu ograniczyłam do dwóch sztuk i jest to kwiatek, który dostałam od Biga zabezpieczony w folii termokurczliwej oraz dolar, który dostałam od mojego dziadka.

Raz w tygodniu archiwizuję paragony, które mogą być podstawą ewentualnych reklamacji rzeczy, które kupiłam. Nie zbieram ich jednak w domu. Jeżeli nie zrobię tego od razu przy zakupie – robię w domu zdjęcia telefonem i zapisuje w osobnym albumie lub skanuję aplikacją Scanbot, którą polecałam Ci już wczoraj do skanowania ciekawych artykułów z gazet, które zalegają Ci w domu.

 

Sposób ze zdjęciami paragonów ma dwie zalety:

  1. Fotografia lub skan paragonu jest uznawany jako dowód zakupu i podstawę roszczeń reklamacyjnych. Masz gwarancję, że paragon nie wyblaknie i się nie zgubi.
  2. Możesz zrobić zdjęcie paragonu na tle rzeczy, za którą został wydany, dzięki czemu nie będzie problemu z jego znalezieniem w razie konieczności.

Kolejnym wypełniaczem portfela są karty lojalnościowe.

Większość dużych sieci przechodzi już na aplikacje mobilne, zamiast wydawania kart. Ale na te tradycyjne, na szczęście jest sposób.

  1. Zorientuj się podczas najbliższych zakupów w ulubionych miejscach, czy nie wystarczy, że zamiast karty podasz np. swój numer telefonu, żeby nabili Ci punkty lub żeby skorzystać z rabatu. Tak jest np. w Sephora.
  2. Jeżeli karta jest niezbędna, wypróbuj aplikację na telefon Stocard, do których zeskanujesz wszystkie swoje karty lojalnościowe.

 

Daj znać, jak Ci idzie 20 minutowy decluttering? i czy zajęłaś się swoją torebką i portfelem?

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.